Kalendarz ♦ Aktualności ♦  ♦ Księga Gości ♦ Newsletter
          

GONIĄC KORMORANY

07 lipca 2011 - Goniąc kormorany.

Namówiłem znajomego, którego bardziej podniecają zabytki Krainy na Wodzie, aniżeli jej krajobraz, na wycieczkę właśnie krajobrazową. Postanowiliśmy objechać znane skądinąd Piotrowi-wędkarzowi Żuławy Szkarpawskie. Jest to najbardziej na północ wysunięty fragment Wielkiej Żuławy ograniczony na południu dawnym ramieniem ujściowym Wisły - Szkarpawą, na wschodzie Zalewem Wiślanym, na północy Mierzeją Wiślaną, a na zachodzie od 1895 roku Przekopem Wisły.
Atrakcje tej wędrówki to wiatraki, które były, a nie ma i kormorany, których nie było, a są. Program wędrówki rozpoczęło jednak Mikoszewo, a zakończyło... krzywe koło. Ale po kolei.


 Informacje 
  • Uczestnicy: Piotr i Paweł;
  • Data i czas: 07 lipca 2011;
  • Pogoda:
    • wiatr: brak;
    • zachmurzenie: początkowo duże, z czasem malejące do zera;
    • opad: brak;
    • temperatura: ok.20 st.C.;
  • Dystans: 70 km;
  • Trasa wycieczki: Mikoszewo - Przemysław - Drewnica - Izbiska - Rybina - Grochowo I - Groszkowo - Grochowo III - Sztutowska Kępa - Sztutowo - Kąty Rybackie - Stegna - Jantar - Mikoszewo;
  • Mapa: Goniąc kormorany

O godzinie 0700 z Gdańska odchodzi autobus na Wyspę Sobieszewską. Tak! Postanowiliśmy nie tłuc się te 30 kilometrów w towarzystwie setek automobili, lecz wygodnie podjechać autobusem do Świbna. Tak więc autobus miał odjechać o godzinie 0700. Musiałem więc urwać się 10 minut z pracy i bardzo pośpiesznie udać do zajezdni, gdzie miałem nadzieję trafić na wyrozumiałego kierowcę, który zdecyduje się zabrać dwa rowery, mimo wyraźnego znaku na burcie autobusu „ROWER X 1”. Udało się. Jedziemy. Jakąś godzinę i niespełna 3 złote polskie później wysiadamy w Świbnie i zjeżdżamy nad Wisłę [Przekop], mając nadzieję na rychłe złapanie promu na wschodni brzeg. Rychłe złapanie promu urzeczywistnia się i opuszczamy wyspę.

Świbno - Mikoszewo. Na promie.

Przekop Wisły liczy sobie dziś 116 lat. Projekt regulacji Dolnej Wisły autorstwa radców budowlanych - Alsena i Fahla powstał w 1877 roku i zakładał wykonanie przekopu między Świbnem, a Mikoszewem, przełożenie łożyska Wisły w trzech miejscach, odcięcia ramion ujściowych oraz połączenia ich z przekopem przy pomocy śluz komorowych. W następnych latach projekt Alsena i Fahla był oceniany, recenzowany i dyskutowany, ale dopiero wielka powódź z 1888 roku zmusiła niejako władze pruskie do przyjęcia i realizacji projektu.

Szczegółowy plan robót gotowy był wiosną 1891 roku, prace ziemne jednak można było rozpocząć po zakończeniu akcji wywłaszczania ludzi mieszkających i gospodarujących na trasie planowanego przekopu. Na cele budowy przekopu zagospodarowano ponad 700 hektarów urodzajnej ziemi rolniczej, zlikwidowano 67 budynków mieszkalnych, 25 zabudowań gospodarczych oraz karczmę i kuźnię, mieszczące się przy drodze Gdańsk - Królewiec, w miejscu obecnej przeprawy promowej. Ludziom wypłacono odszkodowania w wysokości 1500 - 3700 marek za hektar. W czerwcu 1891 roku ruszyły prace ziemne.

W ciągu następnych 3 lat wykonano nowe koryto rzeki o długości 7100 metrów i szerokości od 250 metrów na wysokości Błotnika do 400 metrów między wsiami Mikoszewo i Świbno.

Na przebicie się przekopem do morza wybrano miejsce, w którym mierzeja sięgała 9 metrów n.p.m, gdy pobliskie wydmy miały 20-21 metrów wysokości. Przed pasem wydm szerokość przekopu zredukowano z 400 do 50 metrów i tej szerokości kinetą przebito mierzeję. Kinetę zamykała na końcu tama z piasku o wysokości 6 metrów.

Otwarcie przekopu planowa- no na wiosnę 1895 roku po spłynięciu wiosennych lodów starym korytem Wisły. Dzięki temu wysoka wiosenna woda miała wypłukać materiał z wydm znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie kinety torując sobie drogę do morza. Jesienią 1894 roku roboty były na tyle zaawansowane, że w listopadzie przebito wał od strony Wisły i połączono przekop z rzeką. W ostatnim dniu marca 1895 roku o godzinie 15.45 nadprezydent Prus Zachodnich Gustaw von Gossler dokonał uroczystego otwarcia przekopu i Wisła wpłynęła nowym ujściem do Bałtyku.

Skutkiem wykonania przekopu było skrócenie o 10 kilometrów biegu Wisły, która od Błotnika do ujścia, znajdującego się od 1840 roku przy Górkach [Neufähr] ma 17,5 kilometra oraz odcięcie od jej głównego nurtu rzeki Szkarpawy, skutkiem czego było skierowanie całej masy wód wiślanych wraz z niesionym przez nie materiałem wprost do Zatoki Gdańskiej.

Więcej o przekopie Wisły przeczytasz w rozdziale Miejsca.




Zszedłszy z promu dokładnie lustruję okolicę z myślą o jednej z przyszłych wędrówek [tym razem pieszo i w śniegu], ale o tym kiedy indziej. Ruszamy do Mikoszewa, gdzie oglądamy dzwonnicę podobną do tej, którą wielokrotnie już odwiedzałem w Wiślinie na Żuławach Gdańskich. Pamiętam moje zdziwienie kiedy kilka lat temu „odkryłem” jej istnienie. Do tamtej chwili wiślińska dzwonnica wydawała mi się obiektem wyjątkowym i niepowtarzalnym. Od tamtej pory mówię o niej „jedna z dwóch takich na Żuławach”.

Mikoszewo. Dzwonnica.

Kawałek dalej mijamy niepozorny, ale urokliwy dom podcieniowy i odnajdujemy głaz upamiętniający pobyt w Mikoszewie księcia Albrechta, lustrującego 30 sierpnia 1896 roku Przekop Wisły z pobliskiej wysokiej i wtedy niezalesionej wydmy nazwanej później Wzgórzem Księcia Albrechta [Prinz Albrecht Hohe].

Mikoszewo. Głaz księcia Albrechta.

Na szczyt tejże wydmy, na której znajdował się kiedyś ów kamień prowadziły kamienne schody po których dziś nie ma śladu.

Mikoszewo. Wzgórze Księcia Albrechta. Źródło: Forum Dawny Gdansk.

Obok głazu na ścianie remizy Piotr zauważa relikt słusznie minionej epoki. Ja, żeby go dostrzec muszę się trochę wysilić, tak samo, jak w przypadku badania wzroku przy pomocy cyfr ułożonych z kolorowych kropeczek.

Mikoszewo. Prinz Albrecht i PRL.

Z Mikoszewa ruszamy na południe, do Drewnicy, gdzie obiecałem sobie i Piotrowi penetrację ruin po jednym z ciekawszych wiatraków, jakie umarły w tej okolicy. Był to duży, drewniany holender wzniesiony w 1848 roku na murowano - szachulcowym budynku młyna. W pierwszej kolejności podjeżdżamy jednak obejrzeć most zwodzony na Szkarpawie. Wybija dziewiąta i mamy szczęście zobaczyć most w ruchu.

Drewnica. Most zwodzony nad Szkarpawą.


Drewnica. Poczuć się, jak Małysz - bezcenne.

Pozostałość wiatraka przedstawia sobą niezwykle smutny widok. Jest to jeden z dwóch znanych mi wiatraków osadzonych na budynkach młyna. Drugi, chciałoby się napisać „jest”, ale napiszę zgodnie z prawdą - spłonął w Wikrowie. Drewnicki wiatrak spotkał ten sam los. Zagadnięci mieszkańcy mówią, że stało się to w latach 90-tych. Którejś nocy impreza trwała do trzeciej, a o czwartej wiatrak spłonął.

Drewnica. Zwłoki wiatraka z 1848 roku. Więcej zdjęć już wkrótce w Galerii.


Drewnica. A tak wyglądał wiatrak w czasach świetności. Źródło: Forum Dawny Gdańsk.


Drewnica. Wiatrak en face. [fot. Lech Zakaszewski]

Nieopodal odnajdujemy, pochodzące prawdopodobnie z tego wiatraka, kamienie młyńskie, pełniące rolę obramownia wjazdu na posesję.

Drewnica. Kamienie młyńskie.

Zaopatrzywszy się w pobliskim sklepiku jedziemy obejrzeć i sfotografować drugi, starszy wiatrak w trochę tylko lepszym stanie. Jest to wiatrak typu koźlak wybudowany w 1718 roku.

Drewnica. Wiatrak z 1718 roku.

Piotr spędza kilka minut na rozmowie z sąsiadami wiatraka, ja natomiast drapię i parzę sobie przyzwyczajone już do takiego traktowania łydki w poszukiwaniu lepszego ujęcia, za co nagrodą jest odnalezienie kamieni młyńskich.

Drewnica. Fragment kamienia młyńskiego.

Pożegnawszy rozmówców udajemy się nad Wisłę, do której dojeżdżamy w miejscu, gdzie 116 lat temu jej nurt skręcał na zachód ku Gdańskowi, a właściwie po 1860 roku ku Górkom [temat Górek zamierzam wkrótce rozwinąć w rozdziale „Miejsca”]. W tym miejscu oba brzegi rzeki łączył kiedyś prom. Tu zostajemy na dłuższy popas.

Drewnica. Nad Wisłą.

Słucham opowieści Piotra o czasach tak dawnych, że nie mogę ich pamiętać. Do Szewców dojeżdżał autobus co kilka godzin. (...) Wędki robiło się z leszczyny i zostawiało do następnego razu w krzakach. Z siatką pełną ryb wracało się do Gdańska pierwszym nocnym. Faktycznie nie pamiętam tych czasów. Co ciekawe pamiętam czasy dużo dawniejsze, kiedy to dojechawszy marnej jakości drogą wśród pól i łąk do Nickelswalde musiałem podkuć konia w tutejszej kuźni, a sam zawitałem do karczmy, by raczyć się pieczystym oraz przednim piwem. Pamiętam też, jak kilka lat później kuźnię ową i karczmę zburzono wraz z dziesiątkami gospodarstw i wykopano ogromny kanał. Pamiętam setki ludzi i dziesiątki maszyn przez niespełna trzy lata pracujące w powiększającym się kanale. Pamiętam, jak jesienią 94-ego kanał wypełnił się wodą. Pamiętam pewnego marcowego popołudnia roku następnego to mrowie ludzi zalegające na wałach i wydmach. I tę wrzawę i radość, gdy nadprezydent Gossler wbił szpadel w piach, i Wisła zaczęła torować sobie drogę ku morzu, by po kilku godzinach popłynąć całą szerokością nowego koryta ku morzu. Pamiętam... a może to tylko moja wyobraźnia?

Drewnica. Nad Wisłą.

Oj nie spieszy się nam dzisiaj. Czas jakby obok nas, jak ta rzeka, przepływał. Dopiero po... jakimś bliżej nieokreślonym czasie ruszamy lewym brzegiem Szkarpawy w kierunku Rybiny. Chwilami zbliżamy się do rzeki, chwilami oddalamy. Jedynie przesuwające się leniwie nad bujną roślinnością maszty żaglówek zdradzają jej obecność. Kolejny kontakt z wodą dopiero w Rybinie nieopodal rozwidlenia na Szkarpawę i Wisłę Królewiecką. Aparatu nie wyciągam. Pokażę coś z przedwiośnia.

Rybina. Most zwodzony. Zdjęcie, jak widać, wcześniejsze.

Z Rybiny kierujemy się dalej na wschód, by przez osady Grochowo, Groszkowo i Sztutowska Kępa wśród pól i łąk ograniczonych tylko ciemnym pasem mierzei dotrzeć do Sztutowa. Za Sztutowem, w Kątach Rybackich wjeżdżamy w las porastający wydmy mierzei.

Kąty Rybackie. Na jagodach.

Zatrzymujemy się, by pozbierać trochę jagód z myślą o konsumpcji bieżącej. I po chwili ruszamy w kierunku rezerwatu ornitologicznego.

Kąty Rybackie. Rezerwat kormoranów.

Rezerwat ornitologiczny Kąty Rybackie utworzono w 28 września 1957 roku w celu zachowania i ochrony miejsca lęgowego kormorana czarnego i czapli siwej. Okolice Kątów Rybackich to jedna z najstarszych kolonii kormoranów w Europie, jednak w połowie XIX wieku, na skutek tępienia ptaków jako szkodników, zniknęły one stąd całkowicie na jedno stulecie. Kolonia czapli zaczęła odradzać się po II Wojnie Światowej. Niedługo po tym do czapli dołączyły kormorany. Początkowo było ich kilka, potem kilkanaście par. Dziś rezerwat, stanowiący największą kolonię kormorana czarnego w Polsce, obejmuje 103 hektary. Szacuje się, że kolonia stanowi połowę krajowej populacji kormorana. Ochrona tego ptaka w świetle jego ogromnej liczebności rodzi wiele wątpliwości. Wyrządza on bowiem wiele szkód w gospodarce leśnej i rybołówstwie.




Goniąc kormorany przemierzamy ten ptasi rezerwat wzdłuż i wszerz [oczywiście trzymając się ściśle szlaku]. Miejsce to przez wymarłe drzewa i czyhające na wszystkich koronach czarne ptaki robi dość groźne wrażenie potęgowane sporą ilością padłych kormoranów leżących na ziemi. Sceneria przywodzi na myśl sceny z filmów: za dnia Ptaki Hitchcocka, o zmierzchu Pitch Black Davida Twohy.

Kąty Rybackie. Rezerwat kormoranów.

Mimo dziwnie niepokojącej atmosfery, niechętnie wsiadamy na rowery po spacerze w rezerwacie i ruszamy leśnym szlakiem w kierunku Stegny. Wyjeżdżamy z lasu, by zobaczyć ładny szachulcowy kościół o pięknym, acz niestety niedostępnym dziś wnętrzu.

Stegna. Kościół.

Za Stegną wyjeżdżamy na asfalt i tempem raczej mało spacerowym pędzimy do Mikoszewa. Na prom nie musimy długo czekać. Przeprawiamy się przez Wisłę i znów zaczynamy mieć nadzieję na dobroduszność kierowcy autobusu. Nadzieja nasza okazuje się płonna. Kierowca nie zgadza się zabrać nas z rowerami, twierdząc, że w Sobieszewie dojdą wózki i nie będzie się z nami handryczył. Źli ruszamy przez wyspę na rowerach. Piotr prowadzi. Po niecałych dwóch kilometrach odbieram telefon. To małżonka się niepokoi. Odbieram jadąc, czego nigdy wcześniej nie robiłem ani w samochodzie, ani na rowerze. Uspokajam małżonkę mówiąc, że żyję, że nic mi nie jest i żeby się nie martwiła, po czym rozłączam się i zaliczam fikołka razem z rowerem przy prędkości 25km/h. Efekt: rozległy siniak na udzie, obtarty łokieć i dłoń oraz zdarta otulina lemondki, połamane szprychy i wspomniane już wcześniej krzywe koło. Przyczyna, że przypomnę, rozmowa przez telefon w czasie jazdy. Wnioski: odradzam. Ja już nigdy więcej..!

Dalsza jazda na rowerze jest niemożliwa. Co więcej niemożliwa jest naprawa nawet prowizoryczna. Jak się później okazuje koło nadaje się tylko do wymiany. Do Gdańska dostajemy się dzięki temu, że następny autobus prowadzi CZŁOWIEK. I tak do domu wracam komunikacją miejską przesiadając się po drodze dwa razy między autobusami i tramwajem.

Kto by pomyślał. Dwa dni temu byłem w Krzywym Kole, dziś mam własne krzywe koło. To taka moja wersja amerykańskiego snu - żuławski koszmar. Mimo takiego zakończenia wędrówki nie wracałem z niej na tarczy. Zwiedziłem kolejny kawałek Krainy na Wodzie, wreszcie zobaczyłem raj kormoranów i... utrwaliłem sobie na całe życie znaną i godną przestrzegania zasadę: jadę - nie odbieram.

Koniec filma... Gdy się pozbieram, znów pojadę.



 
Podziel się wędrówką ze znajomym:

 



Komentarze czytelników
www

Wysłanie maila oznacza zgodę na publikację Twojego nicka/nazwiska oraz treści wpisu na stronie www.zulawy.info. Adresów mailowych nie zamieszczam, by chronić autorów wpisów przed żniwiarkami internetowymi. Wpisy wulgarne i nie na temat ignoruję.


1. Ty
www

Palczewo
Drewnica
Ostaszewo
Wikrowo
Drewnica

2009-