Kalendarz ♦ Aktualności ♦  ♦ Księga Gości ♦ Newsletter
          

POD CIENIEM PONOWNIE

05 lipca 2011 - Pod cieniem ponownie.

Blisko dwa lata minęły od wędrówki Szlakiem Domów Podcieniowych, którą mimo próby umówienia się z 6 osobami odbyłem sam. Samotne wędrowanie ma dla mnie ogromną zaletę. Tylko wtedy czuję w pełni więź z terenem. Wtedy więcej widzę i pełniej doświadczam. Z drugiej strony, po kilku godzinach samotnej jazdy, człowiek zaczyna gadać sam do siebie. No może nie każdy, ja jednak owszem i to, co dziwne, w trzeciej osobie. Wtedy właśnie pożądane jest towarzystwo. Inaczej człowiek całkiem by zdziczał.
Na dzisiaj zaplanowałem powtórkę tamtej samotnej wędrówki, ale ty razem „od tyłu”. W nadziei, że będzie towarzystwo wysłałem zaproszenie tradycyjnie do wszystkich znajomych użytkowników bicykli. Odzew był prawie przewidywalny. W każdym razie nie jechałem sam. Było nas dwóch.

Gdybyś zaś Drogi Czytelniku chciał dowiedzieć się, czym są owe podcienie zapraszam tutaj.


 Informacje 
  • Uczestnicy: Sławek i Paweł;
  • Data i czas: 05 lipca 2011, godz. 0710 - 1800;
  • Pogoda:
    • wiatr: umiarkowany do silnego o kierunku „zawsze w pysk”;
    • zachmurzenie: małe;
    • opad: brak;
    • temperatura: od ok.15 do ok.20 st.C.;
  • Dystans: 71 km;
  • Trasa wycieczki: Tczew - Czatkowy - Koźliny - Krzywe Koło - Steblewo - Giemlice - Osice - Trutnowy - Miłocin - Koszwały - Wocławy - Bystra - Przejazdowo - Gdańsk;
  • Mapa: Pod cieniem ponownie

Do pociągu wsiadamy o 0615 czyli kwadrans przed czasem. Po chwili dosiada się grupa stoczniowców, których dane nam będzie słuchać do samego Tczewa. A repertuar jest bogaty: od opowieści z życia wziętych, poprzez relacje z zarobkowych wypraw do Norwegii, a na rozważaniach filozoficznych [np. 15-minutowy wywód o tym, czy „od - do” to to samo co „między”] kończąc. Pociąg odjeżdża punktualnie [powtarzam PUNKTUALNIE] o 0630. Żeby jednak nie było tak różowo, w połowie drogi dowiadujemy się, że dziś pracownicy kolei zorganizowali strajk i pociąg relacji Gdańsk - Elbląg będzie miał kilkugodzinny postój w Tczewie. Jesteśmy jednymi z niewielu obecnych w przedziale pasażerów, którym uśmiech z twarzy nie znika po tej wiadomości.

Tuż po siódmej wysiadamy w Tczewie - mieście, którego widoki zapamiętane moimi pięcioletnimi oczyma ciągle płatają mi figle. Pierwsze obroty pedałami, zamiast na północny wschód w stronę Czatków, kierujemy na zachód. Jedziemy przyjrzeć się jednemu z symboli Tczewa - wiatrakowi.

Tczew. Wiatrak.

Wiatrak tczewski Jest to młyn przemiałowy typu holenderskiego wzniesiony w 1806 albo w 1890 roku [spotykam takie dwie daty. Bezpieczniej napisać, że jest XIX-wieczny]. Drewniana konstrukcja wyposażona w obrotową głowicę z pięcioma śmigłami posadowiona jest na ośmiobocznej, ceglanej podmurówce. Na początku lat 50-tych XX wieku przeszedł kapitalny remont. 18 stycznia 1960 roku został wpisany do rejestru zabytków województwa pomorskiego. Od 1983 roku znajduje się w rękach prywatnych. Właściciele - państwo Teodozja i Jan Trojakowie kupiwszy wiatrak w 1983 roku przystąpili do kapitalnego remontu bardzo zniszczonego zabytku. W ramach trwającego ponad rok remontu wyrównano i oczyszczono z zarośli teren na którym stoi zabytek oraz wymieniono większość drewnianych elementów wiatraka [belki podwalinowe, konstrukcję i poszycie ścian oraz śmigła].

Tczew. Wiatrak.

Wiatrak obok mostów wiślanych jest najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem miasta i jego symbolem. Ciekawostką jest fakt, że w 1986 roku wysunęła się jedna z blokujących tryby wiatraka belek i śmigła ruszyły na wietrze. Jak wspomina Jan Trojak, śmigła się kręciły, a tryby zmieliły kilka drewnianych belek zanim zatrzymał mechanizm.

Wiatrak tczewski, mimo, że terytorialnie kociewski, wystąpił gościnnie w galerii Wiatraki, ponieważ mam do niego duży sentyment.

Tczew. Wiatrak.

Z nostalgią spoglądam na znajdujący się naprzeciw wiatraka blok. To stamtąd trzydzieści parę lat temu jako mały chłopiec wyglądałem codziennie na ów wiatrak.

Tczew. W wiatraku.

Ruszamy na wschód w kierunku Wisły, by następnie ulicą Czatkowską wzdłuż starego poprzerywanego wału wiślanego wjechać na Żuławy. Mijamy Tczewskie Łąki i Czatkowy. Między Czatkowami, a Koźlinami skręcamy w lewo nad „młodą” jeszcze Motławę.

Czatkowy. Na mostku nad Motławą.

Celem wizyty na mostku w Czatkowach jest rozeznanie, czy można tu zwodować kajak. Na przyszłą wiosnę planuję tu właśnie rozpocząć spływ Motławą. Wnioski są takie, że będę potrzebował dzielonego wiosła, bo za szeroko to tu nie jest [co widać na zdjęciu wykonanym podczas wiosennego pośpiesznego tranzytu przez Żuławy]. Z drugiej zaś strony na tyle głęboko by nie szorować po dnie :-).

Czatkowy. Motława wiosną.

W Koźlinach odwiedzamy znajomy, niepozorny, XVIII-wieczny mostek, gdzie w gęstym, tubylczym ruchu rowerowym próbuję zdjąć pamiątkowo Sławka.

Koźliny. Na mostku z 1713 roku.

A żeby nie było, że Sławek był tam sam, a ja tu zmyślam, używam samowyzwalacza.

Koźliny. Na mostku z 1713 roku.

Mostek znajduje się nad wyschniętym korytem Starej Motławy. Tuż przed Koźlinami wody Motławy skierowane są do kanału zwanego Nową Motławą, który oddaje wodę staremu korytu rzeki przed Suchym Dębem. Oczywiście podjeżdżamy tam, by odnaleźć to miejsce. Lepiej nadrobić drogi i nic ciekawego nie znaleźć, niż zastanawiać się później, co by było, gdybym tam podjechał. Zatrzymujemy się na mostku na Nowej Motławie i dalsze kilkadziesiąt metrów idę pieszo podczas, gdy Sławek kontempluje piękno okolicy z mostku.

Koźliny. Na mostku na Nowej Motławie.

Koźliny. Nowa Motława [po lewej] i Stara Motława [po prawej] - tak, to zagłębienie w trawie.

W Koźlinach podjeżdżamy jeszcze do świetnie zachowanego spichlerza wzniesionego na przełomie XVIII i XIX wieku. Jest to duży budynek o konstrukcji szkieletowej z regularnym, szachulcowym układem belek i ceglanym otynkowanym wypełnieniem.

Koźliny. Spichlerz.

Dzięki uprzejmości jednego z trzech współwłaścicieli mamy okazję obejrzeć wnętrze obiektu.

Koźliny. Spichlerz. Wnętrze.

I tu winien jestem sprostowanie do tego, co pisałem o tym obiekcie podczas wędrówki Do źródeł Motławy. Napisałem tam mianowicie, że jest to spichrz-obora zgodnie z tym, co wyczytałem w przewodnikach i mapach. I w ten oto sposób nieobeznany mieszczuch bezmyślnie skopiował to, co napisał inny mieszczuch. Otóż, jak twierdzi właściciel - człowiek, który na co dzień używa spichlerza, obory, stajni i tym podobnych, w przyziemiu tego trzykondygnacyjnego budynku nigdy nie mogło być obory ani stajni, ponieważ na piętrach przechowywane było między innymi zboże, które przeszłoby w takim przypadku „zapachem” zwierząt.
Nawiasem pisząc - ceglana obora znajdowała się po drugiej stronie tego dużego folwarku [do dziś zachowała się jedna trzecia tego ogromnego budynku].
W zadbanym, choć niestety sztucznie podzielonym ścianami działowymi wnętrzu można zaobserwować sposób łączenia belek konstrukcyjnych, a także oznakowania jakich budowniczowie używali dopasowując elementy tej wielkiej układanki.

Koźliny. Spichlerz. Wnętrze. Łączenia belek mocowane drewnianymi czopami.

Koźliny. Spichlerz. Wnętrze. Oznaczenia na belkach wykonane przez cieślę.

Jednym z ciekawych eksponatów w tym żywym muzeum jest stara waga do odważania zboża, oczywiście funkcjonująca i używana do dziś.

Koźliny. Spichlerz. Waga.

Pożegnawszy się z gospodarzem ruszamy w kierunku gotyckiego kościoła p.w. Matki Bożej Różańcowej z pochodzącą z 1686 roku szachulcową wieżą.

Koźliny. Kościół p.w. Matki Bożej Różańcowej.

Wadą podróżowania w dzień powszedni jest to, że kościoły w ogromnej większości są zamknięte. Tu jednak mieliśmy szczęście. W tym samym czasie pod kościół podjechała pani konserwator zabytków - Agnieszka Sikorska. Pokazała ona nam odkryte na ścianach kościoła malowidła, a także opowiedziała o wyjątkowej urody ołtarzu z 1660 roku. To wykonane z drewna dębowego dzieło sztuki jest zaledwie fragmentem ołtarza przeniesionego z nieistniejącego kościoła, który do czasów wojen szwedzkich stał na Oruni [prawdopodobnie chodzi o świątynię znajdującą się poniżej kanału Raduni w okolicy wybudowanego później kościoła pw. św. Ignacego z Loyoli a spaloną doszczętnie w 1656 roku w czasie wojny północnej ze Szwedami].

Koźliny. Kościół. Ołtarz i odkryte malowidła.

W kościele warto obejrzeć jeszcze wspaniała barokową ambonę z 1694 roku, której korpus stoi na rzeźbie Mojżesza oraz płyty nagrobne wkomponowane w posadzkę.

Koźliny Kościół. Płyta nagrobna.

Kolejny punkt na naszej trasie leży z niewiadomych przyczyn poza oficjalnym Szlakiem Domów Podcieniowych. To Krzywe Koło. Tu odwiedzamy pierwszy dom podcieniowy. Budynek, pochodzący z końca XVIII wieku został w połowie lat 80 XX wieku wyremontowany i dziś służy Warsztatom Terapii Zajęciowej Środowiskowego Domu Pomocy Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

Krzywe Koło. Dom podcieniowy.

Oglądamy też piękny, mały, gotycki kościółek p.w. Znalezienia Krzyża Świętego. Niestety zamknięty, a jeśli wierzyć słowom pani konserwator, mamy czego żałować. Trzeba wrócić którejś niedzieli o dziesiątej.

Krzywe Koło. Kościół p.w. Znalezienia Krzyża Świętego.

Krzywe Koło. Kościół p.w. Znalezienia Krzyża Świętego.

Warto przejść przez łąkę i rów za kościołem i zobaczyć stary cmentarz. Tam duża płyta nagrobna kilka stel i innych nagrobków. Wszystko niestety porastające od wiosny zielskiem i krzakami.

Krzywe Koło. Cmentarz.

Z Krzywego Koła wracamy na Szlak Domów Podcieniowych. Jedziemy do Steblewa. Ruiny gotyckiego kościoła w pięknym bocznym świetle wspaniale się prezentują.

Steblewo. Ruiny kościoła.

Drzewa porastające ruinę są coraz większe...

Steblewo. Ruiny kościoła.

...a w zakamarkach gniazdują wróble.

Steblewo. Ruiny kościoła.

W Steblewie oglądamy dwa piękne, lecz bardzo zniszczone, XVIII-wieczne domy podcieniowe ze wspaniałymi mansardowymi dachami.

Steblewo. Dom podcieniowy.

Steblewo. Dom podcieniowy.

Za wsią skręcamy na wschód i przez podwójny tutaj wał wiślany, potem obok strażnicy wałowej stojącej na rozwidleniu wału...

Steblewo. Strażnica wałowa.

...docieramy nad Wisłę na jej 917 kilometrze.

917 kilometr. Zdjęcie z 25 lipca 2009.

Schodzimy nad Wisłę i na kamiennej ostrodze przy kępie traw robimy sobie piknik.

Steblewo. Nad Wisłą.

Sławek lustruje okolicę swoją nową dwururką.

Steblewo. Nad Wisłą.

Ja zaś zachwycam się krajobrazem. Tak tym „płaskim, monotonnym, nudnym” krajobrazem. Sławek zaskoczył mnie i dałem się zdjąć, choć na zdjęciu wyglądam jakbym pozował.

Steblewo. Nad Wisłą. [fot. Sławek Kwiatkowski]

Po nieprzyzwoicie obfitym posiłku, przejeżdżamy jeszcze raz przez Steblewo i ruszamy do Osic. Po drodze zajeżdżamy do Giemlic zobaczyć kościół pw. Św. Jana Chrzciciela.

Giemlice. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Zdjęcie z 25 lipca 2009.

Na początku Osic skręcamy w lewo, do położonego kilkaset metrów od zwartej zabudowy wsi, domu podcieniowego. Próżno jednak szukać tego domu w przewodnikach i opisach Szlaku Domów Podcieniowych, a to z tego powodu, że powstał on w ubiegłym roku.

Osice. Dom podcieniowy. AD 2010.

Wracamy do wsi. Mijamy kościół p.w. św. Antoniego z Padwy...

Osice. Kościół.

...i dom o czterosłupowym zabudowanym podcieniu.

Osice. Dom podcieniowy.

W Osicach jest jeszcze jeden dom podcieniowy, jednak trudno go nawet rozpoznać, ponieważ brakuje mu... podcienia.

Szybki przejazd do Trutnów. Chwila przy kolejnym podcieniu.

Trutnowy. Dom podcieniowy.

Oooo, działa!

Po obejrzeniu kościoła p.w. św. Piotra i Pawła wzniesionego w 2 połowie XIV wieku oraz barokowej plebani siadamy w altanie i kończymy zapasy jedzenia i picia.

Trutnowy. Kościół p.w. św. Piotra i Pawła.

Trutnowy. Plebania z 1728 roku.

Dojeżdżamy do Miłocina. Pierwsze spostrzeżenie: cmentarz, który był porządkowany 30 kwietnia wygląda fatalnie. Ostatnio widziałem go 19 kwietnia - jeszcze przed pracami porządkowymi. Wtedy jeszcze nie był zarośnięty. Teraz natomiast chaszcze po pas i nagrobków nie widać. Bez sensu są takie okazjonalne akcje, jeśli nikt o to nie dba na co dzień.
Co zaś się tyczy domu podcieniowego to pięknieje z tygodnia na tydzień.

Miłocin. Dom podcieniowy. Rok 2011.

Miłocin. Dom podcieniowy. Rok 2009.

Ostatni dom podcieniowy na szlaku jest jednocześnie ostatnim punktem programu dzisiejszej wycieczki.

Koszwały. Koniec szlaku przy domu podcieniowym.

Był wprawdzie projekt przejazdu dalej przez Wocławy, Wiślinę, Krępiec do Lipiec i Oruni, a co za tym idzie odwiedzenie dwóch pozostałych podcieni na Żuławach Gdańskich. Ale to nie tym razem. Ruszamy pustą, bo zamkniętą w Przejazdowie Krajową Siódemką ku Gdańskowi.

Koniec filma.



 
Podziel się wędrówką ze znajomym:

 



Komentarze czytelników
www

Wysłanie maila oznacza zgodę na publikację Twojego nicka/nazwiska oraz treści wpisu na stronie www.zulawy.info. Adresów mailowych nie zamieszczam, by chronić autorów wpisów przed żniwiarkami internetowymi. Wpisy wulgarne i nie na temat ignoruję.


1. Ty
www

Palczewo
Drewnica
Ostaszewo
Wikrowo
Drewnica

2009-